Strasznie dziś jestem zmęczona. Egzaminy na uczelni, ból pleców i na dodatek ból gardła. Wróciłam w takim bezhumorze, że byłam jak gradowa chmura. Nakrzyczałam na dzieci i na Męża bez większego powodu. Oj sama siebie takiej nie lubię.Ostatnio zauważam, ze irytuję się bardzo często.Myślę, ze to przemęczenie i stres. Muszę znaleźć sposób na odstresowanie i więcej odpoczywać. Ech , niestety to trudna sprawa. Dzieci są absorbujące, praca wymaga wielkiej aktywności i przejechania wieeeelu kilometrów co obciąża moje plecy i doskwiera bólowo, co drugi weekend mam wykłady i na dodatek zbliżają się święta. czas zorganizować się kulinarnie, porządkowo i prezentowo.
Chyba dziś nie chcę o tym myśleć.Jutro kolejny egzamin, muszę jeszcze powtórzyć wiadomości.
Weekendy kiedy mam szkołę wyglądają u nas bardzo podobnie. Najczęściej w piątek gotujemy zupę na weekend a Mąż robi drugie danie i zajmuje się dzieciakami. Uwielbia to i razem nieźle zawsze nabałaganią. Kiedy wracam idziemy na spacer, plac zabaw, do lasu i zazwyczaj na zakupy. Dziś były bardzo zimno i wiało więc spacer był krótki. Pojechaliśmy jeszcze do Lidla, oddać Emilki spodnie i kurtkę narciarską ponieważ okazały się za duże. Rozmiar 116 jest już za mały a 122 za duży. Klops rozmiarówkowy osiągnęliśmy powtórnie. Tak było przy rozmiarze 98 a 104.Potem pojechaliśmy jeszcze do Brico Marche po pigment do farby i Emilka zakupiła sobie dwa przepiękne renifery. Sztuka kosztowała 13,99. Wybrała je sama twierdząc, że będą jej pasować do wystroju....Czyżbym skrzywiła córkę ;).
W Brico Marche jak we wszystkich marketach urodzaj dekoracji.Zrobiłam dla was kilka zdjęć
Wieczór spędziliśmy dekorując domek dla lalek Milusi.
Dzieci poszły spać po 21. Dzisiejszy wieczór jest krótki, za krótki.
Dobrej Nocy







