Wczoraj była u nas moja siostra na tradycyjne wspólne pierniczenie. Piekłyśmy pierniczki z ciasta, które nastawiłam w listopadzie do dojrzewania.Przepis znajdziecie TUTAJ . Wyszły cudowne.Pachną nieziemsko, są pulchne i smakowite. Małe łapki wyrobników wycinały raźno foremkami aż upiekłyśmy całe "wiadro". Antoni zmęczył się w połowie pracy i rozpoczął zabawę piernikowymi foremkami ludzika i renifera, cwałując po stole i sypiąc w około hojnie śniegiem w postaci mąki wrocławskiej typu 500. Zabawy było co nielada. Śmiechu z naciąganych nóg renifera, świątecznych ślimaków i srulki na nos ogrom. Bardzo miło mieć siostrę. Zwłaszcza taką. Najlepszą na świecie.
Teraz będziemy musieli polukrować całą górę pierniczków i zawieźć na świąteczne biesiadowanie do mojego taty.Święta coraz bliżej.Czuję je każdym milimetrem.Zapachem, odgłosami, widzę w świetle lampek i moje serce zaczyna bić w rytm Przybieżeli do Betlejem Pasterze... Uwielbiam Święta.A najbardziej lubię na nie czekać.
A jak wasze oczekiwania?





